8 lutego 2013

Rozdział 3.

~Madeline~ 

 

"Nigdzie nie jesteśmy bardziej samotni, niż leżąc w łóżku, z naszymi tajemnicami i wewnętrznym głosem, którym żegnamy lub przeklinamy mijający dzień."  ~ Jonatham Carroll





- Przestań wreszcie się tak pałętać w tę i z powrotem. To nie zmieni niczego. - odparł Jacob powoli, uspokajającym głosem.
 Chłopak go nie posłuchał i wciąż z głową spuszczoną, patrząc na swoje buty chodził jako jeden wielki kłębek nerwów. Doskonale wiedział, że nijak jej to pomoże, ale nie mógł siedzieć bezczynnie. Złapał za klamkę, ale nie otworzył drzwi. Puścił ją tak nagle jak za nią chwycił.
- Nic jej nie będzie. - przyjaciel połorzył mu dłoń na ramieniu. Ayden ztrącił ją od razu.
- Przestań tak gadać ! Nie jesteśmy w jakimś cholernym filmie, gdzie wszystko kończy się słowami "Żyli długo i szczęśliwie i mieli cudowne zielone dzieci" - Jacob parsknał śmiechem. Po czym by rozluźnić atmosferę powiedział z radosnym głosikiem.
- Chyba powinieneś dostać szlaban na telewizję. Za dużo animowanych bajek oglądasz.
- To nie jest zabawne Jay ! - warknął - Irytuje mnie twój skrzeczący głos, a twój widok otwiera mi scezoryk w kieszeni ! - ugryzł się w język, ale było za późno. Jednak po mimo tego co powiedział, Jacob uśmiechnął sie do niego smutno.
- Nie obwiniaj się. Uratowałeś jej życie.
Ayden oparł się o ścianę i spojrzał na sufit.
- I o mało go nie odebrałem.
Nikt nic nie powiedział. Cisza była lepsza niż jakiekolwiek słowa. Powoli osunął się i usiadł na ziemi chowając głowe w dłoniach. Po jakimś czasie spojrzał na przyjaciela.
- Jak możesz być taki spokojny, kiedy ona się tam wykrwawia ?! - wypluł każde słowo z beznadziejną świadomością jak to brzmi. Co było tylko głupotą, bo dziewczyna właśnie dostawała krew, którą straciła.
 - Stary, a od kiedy to ty się przejmujesz czyimś zdrowiem ? - spojrzął na niego z pod byka i ztaksował beznamiętnym spojrzeniem. Jej zdrowie obchodziło go bardziej niż swoje, jednak nie mógł powiedzieć jemu, co jest na rzeczy. Zastanowił się czy on sam ogarnia sytuacje, w której się znalazł. Przecież, to i tak nie skończy się tak jakby chciał. Jak każde z nich chciało. Mogłoby się skończyć, ale ta opcja nie wchodzi w grę. "To nawet nie ma szans przejść...", pomyślał z goryczą.
- Jesteście moją rodziną. Jedyną rodziną. - szepnął powoli, zadziwiająco spojoknym tonem. - Wasze zdrowie i wszystko co się wam przytrafia, nie jest dla mnie czymś na co mogę machnąć ręką, albo po prostu olać. To nie jest jednorazowa przygoda, że jutro jestem tu, a po jutrze tam.
Jacob patrzył na niego z lekkim uśmiechem. Zdał sobie sprawę, że musiało to zabrzemić nieco dramatycznie. Uśmiechnał się łobuzersko, tymczasem chłopak powiedział do niego z rozbaweniem.
- Chyba powinieneś iść wziąść prysznic.
- Po cholere ? - rzucił mniej przyjemnym głosem. Z grymasem niezadowolenia, po chwili uświadomił sobie, że jest bez koszulki i ma na sobie krew Clary. Wzdrygnął się na wspomnienie kałuży krwi, w której leżała.
- Bo wyglądasz jakbyś zjadł kogoś - Ayden wzruszył ramionami uśmiechając się z wyższością.
- Tak, rzeczywiście. - spojrzał na swój pasek do spodni. Była na nim krew. - Następnym razem to ty ubabrzesz się krwią, a ja będe wsówać Tortille.
 Ruszył żwawym krokiem do swojego pokoju. Nie podobało mu się, że nie mógł wejść do środka, zwłaszcza, że cieżko było dostać krew, w szczególności taką grupę jak ma on i ona. Zaoferował swoją, ale oni odmówili.
 "Poradzimy sobie". Prychnął pod nosem, rzucając dodatkowo stekiem przekleństw. Cholerni Cisi Bracia. Nigdy ich nie lubił. Co więcej, do dzisiaj go przerażają, ale mniej niż kiedyś.
Wpadł jak burza do pokoju, rzucając się w stronę prysznica. Zrzucił z siebie brudne spodnie i rzucając je na łóżko poszedł do łazienki. W drzwiach obejrzał się na leżące ubranie. Westchnął i wrócił po nie. Z irytacją spojrzał na swoje ulubione spodnie i poskładał je starannie wkładając do kosza na pranie. Puścił tak wrzącą wode, że aż piekła go skóra. Po niecałych 5 minutach, kiedy zmył z siebie krew i wszystkie smutki zniknęły na chwile, ubrał się w czyste ubrania. Załorzył spodnie i jeszcze niezapinając rozporka, zaczął zakładać koszulke, jednocześnie ruszając do skrzydła szpitalnego, a właściwie do pokoju, w którym leżała Clary.
 Kiedy doszedł do odpowiednich drzwi, nie było nikogo. Przyłorzył ucho do drzwi, ale mimo usilnych starań nie wychwycił nawet najmniejszego szmeru. Jedyne co usłyszał to rytmiczne i miarowe oddychanie dziewczyny. No chyba, że ktoś w pokoju jeszcze był. Skrzywił się i wpadł do pokoju bezszelstnie. Wyprostował się i uśmiechnął się do siebie. Poprawił koszulkę i wszedł jak gdyby nigdy nic w głąb pokoju.
 Jego wzrok pwędrował na dziewczyne. Widział jak jej klatka unosi sie i opada. Zalała go fala ulgi.
"Chwała Bogu, żyje."
Rozejrzał się po pustym pokoju, w poszukiwaniu czegoś, gdzie może usiąść. Z niesmakiem stwierdził, że pokój jest sterylnie pusty i czysty.
"Może i bawie się w pedanta, ale tu jest zdecydowanie za czysto."
Podszedł do łóżka i nie wiele myśląc, pogłaskał jej policzek zewnętrzną częścią dłoni z czułością, o jaką siebie nie podejrzewał. Usiadł na pustym łóżku po turecku i z zafascynowaniem - jakby nigdy nie widział śpiącej dziewczyny, choć było to dla niego normą, kiedy patrzył jak jego jednorazowe przygody zasypiają, a on po jakimś czasie w końcu znika, bez żadnego słowa-przyglądał się jej spokojnej twarzy.
Zadzwoniła jego komórka. Ze zdziwieniem spojrzał na wyświetlacz ekranu. "Violet".
- Halo ? - rzucił mniej przyjaźnie niż zamierzał. Odpowiedziała mu cisza. Skrzywił się z niezadowoleniem. - HALO ! - warknął.
- Sorki. - odparła po drugiwej stronie zmieszana dziewczyna. Wziął głęboki wdech, by się uspokoić. - Musisz przyjść do Biblioteki. - oznajmiła.
- Po co mam przyjść do tego zakurzonego miejsca ? - w gruncie rzeczy, nie zamierzał się stąd ruszać na krok póki ona się nie obudzi. Spojrzał kątem oka na Clary. Była taka piękna... gdy spała.
- Ivone musi z tobą porozmawiać. - Przeszedł go dreszcz. Konwersacje w bibliotece nigdy nie były tymi, które ktoś chce prowadzić. Zawiesił się patrząc na twarz dziewczyny.
- Zaraz będe. - wymamrotał po dłuższej chwili.
Rozłączył się i wziął głęboki wdech. Był niemal pewien czego będzie dotyczyć ta rozmowa. Przyjaciel pewnie się "niechcący" zagalopował i wymsknęło mu się o zaistniałej scenie na tyłach Klubu "Imagine" . Zaklnął pod nosem. Już wiedział, jak bardzo ma przerąbane. Posunął się o jeden krok za daleko. Może i miał czyste zamiary - bo nikogo nie oszukiwał, noo może z wyjątkiem siebie samego - ale posunął się ciut za daleko. Możliwe, że gdyby nie zbyt długi jęzor Jay'a to wszystko poszłoby w niepamięć, ale los jest wredny jak starsze panie. Zgrzytnął zębami.
"Zabije tego drania", pomyślał z niesmakiem. Spojrzał na klamkę wielkich drzwi do biblioteki. Miejsca, które tak uwielbiał, od dziś stanie się najgorszym koszmarem. Będzie to miejsce, gdzie zostanie złamane nie jedno serce.
Pchnął ramieniem drzwi, a one zgrzytnęły, jak jego zęby wcześniej. Włosy na karku zjeżyły mu się od tego dźwięku.
"Przydałoby się je naoliwić. Może mąż Ivone się tym zajmie nim zaszyje się w soich lochach ?!"
Stanął w drzwiach pewien, że zaraz jego życie przestanie mieć jakikolwiek sens. Ponownie dzisiejszego dnia wziął głęboki, uspakajający wdech.
- No choćże tu Den ! - powiedziała Ivone. Nic się nie zmieniła, odkąd ja ostatnio widział. Uśmiechnął się do niej łobuzersko.
- Wyglądasz dziwacznie jak zawsze, charie. - puścił do niej oczko. - Co tam Let ? - kiwnął przyjaciółce, która posłała mu pełne dezaprobaty spojrzenie, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Wiesz, o co chodzi ? - zapytała Ivone opierając się o wielkie dębowe łóżko.
- Jeśli o to chodzi, nie zabiłem nikogo przez ostatnie 15 minut.
- Nie będziemy mówić dziś, o tym jakim jesteś nieposłusznym nastolatkiem. - odparła jakaś kobieta, która pojawiła się znikąd tuż obok Violet. Ayden spojrzał na przybyłą. Kojarzył ją, ale nie był pewien skąd. I nagle go olśniło.
- Madeline... - szepnął z uznaniem. Skinał głową z szacunkiem. - Wyglądasz świetnie jak zawsze.
- Cały Ayden O'neill. Ciebie też miło znów widzieć. Ostatnio miałeś nieco ponad 160cm. i 13 lat, gdy się widzieliśmy ostatnim razem.
- No... Nie pamiętam cóż to była za sprawa, ale nie wnikajmy. Zapewne cos nabroiłem.- uśmiechnął się łapczywie - Co Żelazna Siostra robi w naszym kochanym Instytucie ? - zastanowił się. - Czyżby chodziło, o te cholerne skrzypiące drzwi? - wskazał za siebie. - Bo nieziemsko dają po uszach.
 - Przyzwyczaisz się - powiedziała cierpliwie Ivone.
- 17 lat i nie mogę znieść tych skrzeczących drzwi. - mruknął z irytacją.
- Musisz zaprzestać to co zacząłęś. - powiedziała surowo Żelazna Siostra. Ayden spojrzał na nią mimochodem. Zamrugał kilkakrotnie.
- A co zacząłem ?
- Przestań udawać. Jacob powiedział nam, co dzisiaj zaszło pod "Imagine" - warknęła Ivone tracąc panowanie nad sobą. - Wiesz, że to niedorzeczne ! Nie możesz z nią więcej rozmawiać!
- Przecież to tylko rozmowa... - spróbował się bronić, ale wiedział, że to na nic.
- Od kiedy wymienianie płynów ustrojowych w najbardziej perswazyjny sposób jaki mogłeś wymyślić, to romowa ?! - krzyknęła kobieta, uderzając dłonią w stół. - Przecież wiesz wszystko o tym, co jest zapisane w historii twojej rodziny ! A nadal sobie z tego kpisz...
Ivone zamilkła, gdy machnięciem dłoni uciszyła ja Żelazna Siostra.
- Nie tak ostro Ivone. - spojrzała uważnie na Aydena. Przekrzywiła głowę lekko w prawo.
- Wiemy, że nie chciałeś zrobić nic złego, ale to niedopuszczalne zważywszy, że znasz prawdę, a ona nie.
Ayden wytrzeszczył oczy. Jak ona mogła nie wiedzieć, że jest częścią jego duszy, ciała ? Ta częścią, której brakuje im obu ? Ayden zrobił się czerwony jak burak ze złości.
- To ona nic nie wie !? - krzyknął wyrzucając ręce w górę. Wszyscy umilkli.
- Nie wiedziałeś, o tym, że ona nie wie, o tym, o czym ty wiesz, od kąd skończyłeś 11 lat ?- zapytała Violet z widocznym przerażeniem na twarzy.
- Nie !!! - wykrzyknął.
- To nic nie zmienia. Musisz przestać robić do niej słodkie oczka i uwodzić ją. Musisz przestać... cokolwiek jeszcze robiłeś. - powiedziała spokojnie Madeline.
- Więc co ? Mam ją do siebie zniechęcić ? Sprawić, żeby mnie znienawidziła ?
- Jeśli to będzie konieczne. - przytaknęła Madeline. Ayden opadł na fotel. Tego się niespodziewał. To była chyba najgorsza kara jaką mogli wymierzyć. On nawet nie brał jej pod uwagę. Po chwili usłyszał jej głos w swojej głowie.
 Wiem, że ci się to nie podoba, ale to jest konieczne. Od tego zależy wszystko.
Spojrzał na nią z konsternacją i złością. Chciało mu się płakać, ale nie da im tej satysfakcji.
- W porządku - szepnął niemal niedosłyszalnie. - Jeśli wynikną z tego większe komplikacje, nie obarczajcie winą mnie. - powiedział zbyt pewnie i spokojnie. - Jeśli chcecie żeby ten flirt się skończył, to sprawię, że mnie znienawidzi. I zrobię to jak mi się żywnie będzie podoba, a i nie miejscie do mnie pretensji. - wstał i ruszył do drzwi. Zatrzymał sie w połowie drogi i zwrócił się do Żelaznej Siostry z lodowatym spojrzeniem.
- Powiedz Clave, żeby ne trzęśli portkami. Nigdy więcej na mnie nie spojrzy i vice versa.


By, MementoMori.

Rozdział 2

~ Imagine ~


"I niech los zawsze wam sprzyja." ~ Igrzyska Śmierci





- Uważaj piękna, bo rudy zmienia się w prawdziwy ogień ! - Krzyknął Ayden, kiedy już wychodziła z sali.
Miała ochotę wrócić tam i rzucić w niego choćby butem, jednak uznała, że nie ma to sensu. Pewnie i tak sprawiła by u tym radochę. "On jest zwykłym idiotą i nie ma potrzeby się nim przejmować" starała się sobie wmówić. Jednak nie mogła. Zawsze gdy pojawiał się w otoczeniu coś czuła... Przyjemne mrowienie. Wiedziała, że nie jest jej obojętny. Jest dla niej kimś naprawdę ważnym. "Dość" powiedziała sobie. "Są inne, ważniejsze rzeczy niż on".
Szybko doszła do swojego pokoju. Na półkę nocną odłożyła kołki i inne akcesoria. Szybko oswobodziła się z kostiumu. Stanęła przed lustrem w samej bieliźnie. Popatrzyła na siebie. "Pewnie nie podobam mu się" pomyślała. Rozczochrane rude włosy zakrywały jej prawie całą twarz.
Poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, wysuszyła włosy. Lubiła je dotykać. Były bardzo miękkie, po myciu. Udała się do szafy. Wyciągnęła stamtąd swoje ulubione krótkie jeansowe spodenki, oraz luźną bluzkę z flagą Wielkiej Brytanii. Dodała to tego kilka bransoletek. Stwierdziła, że wygląda dobrze. I o to jej chodziło. Uśmiechnęła się do siebie nieobecnym wyrazem twarzy.
- To co teraz? - zapytała siebie na głos.
Nie wiedziała co ma robić. Pewnie chłopaki są jeszcze w sali. Clary usiadła na chwilę. Wzięła swojego laptopa. Zaczęła szukać nowych sposobów zabijania wampirów. Było to jej hobby. Potrafiła szukać tego godzinami. Lubiła także czytać różne opowiadania i blogi o wampirach. Ludzie czasem nie wiedzieli jak bardzo się mylą, lub jak blisko prawdy są. Spojrzała na zegarek. Była 21:24. Nie wiedziała, że aż przez 11 godzin szukała informacji o wampirach. Wstała i odłożyła komputer. Przejrzała się w lustrze. Nałożyła na usta błyszczyk. Założyła szpilki i wyszła z pokoju. "Na szczęście nie ma tak daleko" pomyślała i poszła do klubu.


*30 minut później*
 

Clary weszła do klubu. Na powitanie zaatakowała ją piosenka Drinking From The Bottle Calvina Harrisa. Lubiła tą nutę. Świetnie się przy niej tańczyło. To była jej piosenka. Szybko weszła na parkiet. Jakieś typy zaczęły się wokół niej kręcić. Nawet się cieszyła, ponieważ choć na chwilę mogła zapomnieć o Aydenie, jego kocich ruchach. "Skończ ! " Sprzedała sobie kuksańca w myślach. Jakiś wysoki ciemnowłosy chłopak stał zaskakująco blisko niej. Co więcej uważnie się jej przyglądał. Na pierwszy rzut oka był zachwycająco przystojny. I ruszał się też niczego sobie.
Poruszył znacząco brwiami. Uśmiechnęła się półgębkiem. W przypływie adrenaliny podeszła nieco bliżej chłopaka. Piosenka się skończyła. Widać, że DJ lubił Calvina Harrisa, ponieważ z głośników zaczęło wydobywać się We'll Be Coming Back. Clary tańczyła dalej, z ciemnowłosym przystojniakiem. Nagle zachciało jej się pić, więc zeszła do baru. Spojrzała na parkiet, ale chłopaka juz tam nie było. Nie przejęła się tym zbytnio. Były tam tłumy. W tej samej chwili jakiś gość odwrócił się z drinkami w rękach i wylał na nią zawartość szklanek.
- Wielkie dzięki pacanie! - ryknęła oburzona - Będziesz to ze mnie zlizywał aż nie będę całkowicie sucha!
- Ogarnij swą bujną grzywę i nie wymachuj tak przeszczepami. - Kiedy już się przyjrzał i uzmysłowił sobie że to Clary, chłopak uśmiechał się szyderczo i dziwnym tonem wymruczał. - Wróć. Ależ bynajmniej, nie mam nic przeciwko, ale wolałbym osobny pokój, zamiast parkietu, choć przyznaje, że teraz jest mi to bez różnicy, charie.
- Wiesz... Dla mnie to nie różnica. Nie lubię robić tego, jak każdy patrzy.- odparła automatycznie. Zebrało jej chwilę nim zdała sobie sprawę jak niebezpieczną grę prowadzi. W dodatku z wieloletnim obiektem westchnień każdej dziewczyny przy chorych zmysłach.
- Pomijając, że chcesz, żebym zlizał z ciebie whisky, przy barze pełnym ludzi i tych nieludzi ?
- Z tym swoim mózgiem pełnym dowcipów i wszech wiedzy powinieneś wiedzieć co to metafora.- Chłopak uniósł brew z szyderczym uśmieszkiem zmierzył Clary wzrokiem.
- Z tą swoją postawą niedostępnej powinnaś wiedzieć, jak rozmawiać z takimi jak ja - Przez moment miała wrażenie, że w swoim irytującym zdaniu zawarł jakaś aluzję, ale myśl uciekła jej zbyt szybko.
- To znaczy jakimi ? - skrzyżowała ręce na piersi - Aroganckimi pajacami, którzy nie widzą dalej niż czubek własnego nosa ?
Przed dosłowną sekundę widziała zdziwienie na jego twarzy, ale równie szybko jak się pojawiło, tak szybko zniknęło. Mimo tego zarejestrowała w pamięci, że Ayden był zdziwiony, przez ten krótki czas, ale jednak. Teraz wydawał się urażony. Ale każdy, kto go znał, wiedział, że to tylko gra cieni i jego głupawego charakteru.
- Rozumiem, że sarkazmem próbujesz uzmysłowić sobie, że pożądanie takiego ciała - wskazał na siebie - jest grzechem ? - Clary zastanowiła się nad kilkoma odpowiedziami, ale po chwili wybrała jedną nie bardzo wiedząc, jak gość zareaguje. Z tym jego dziwacznym charakterem nigdy nic nie wiadomo.
- Do tej chwili jeszcze o tym nie myślałam - wymamrotała.
Słysząc swój szept, uświadomiła sobie, że muzyka ucichła, a wszyscy zaczęli kłębić się koło baru przy którym oni stali. Rozejrzała się po barze w poszukiwaniu Jacoba, którego jak zwykle nie było, kiedy był potrzebny... Westchnęła z naburmuszoną minę, spojrzała na Aydena.
"A ten, z czego się cieszy ?"
- To znaczy, że o tym właśnie myślisz ? - uniosła wysoko brwi, zastanawiając się nad jakąś ciętą ripostą. Jak po złości żadna nie przyszła. Postanowiła grać na zwłokę.
- O czym ? - jego ramiona dziwnie sie poruszyły, jakby chciał się na nią rzucić. Do głowy przyszedł jej kary godny pomysł. Zbeształa się i strzeliła sobie w twarz w myślach.
- Słodka jesteś, gdy udajesz, że nie wiesz o co chodzi. - zbliżył sie do niej powoli. Włożył ręce do kieszeni i nadal uśmiechając się szeroko pochylił się do niej. Było jasne, że schował je specjalnie by nie dotknąć jej. Ze zdziwieniem uświadomiła sobie, że w sumie nawet nie miałaby nic przeciwko. "Dość tego.... !" Napomniała się w myślach - Brakuje ci ciętych ripost, czy zastanawiasz się jak uciec ? - zamrugała, po czym odparła zimnym tonem.
- Jedno i drugie. - powiedziała po chwili.
- Tak. - przytaknął z dezaprobatą. - Chyba potrzebne ci świeże powietrze. Nie uważasz, że zrobiło się tu strasznie gorąco ? - jego głos irytująco przypominał aksamit. Bo tak jakby tkanina miała głos...
Nim się zorientowała stała przez klubem. Czuła się dziwnie szczęśliwa, że jest sam na sam z Aydenem. Spojrzała na jego twarz. Chłopak podchwycił jej spojrzenie. Zobaczyła w nim niepokojący błysk.
- Nie udawaj, wiem, że tego chcesz... – powiedział przeciągając głoski z szatańskim uśmiechem, który wręcz uwielbiała. Zamrugała szybko, nie bardzo wiedząc o co chodzi.
- Niby co chcę? – unosiła głowę do góry.
„Na Anioła!- pomyślała - ale zimno”. Zobaczyła, że Ayden do niej podchodził. Zrobiła szybki krok w tył i przycisnęła się do ściany. „Cholera!” zaklęła. Chłopak był coraz bliżej. Czuła niemal ciepło bijące od jego ciała. Poczuła jego oddech na swojej skórze. Gorączkowo szukała drogi ucieczki, ale Ayden chwycił jej twarz w dłonie delikatnym gestem obrysował kciukiem linie jej ust. Przeszył ją swoim spojrzeniem. Clary nie mogła oderwać od niego oczu. „Jeszcze brakowało tego, żebym się zakochała” pomyślała z nutą smutku. Jednak teraz nic nie miało znaczenia. Zapomniała o tym, co szeptał rozsądek. Ayden pochylił się nad nią i wreszcie, po tylu latach ich usta się spotkały. Z początku muskając siebie, jak muśnięcia motylich skrzydełek, testując siebie.
To było niesamowite. Kolana jej zmiękły. Czuła, że on jej pragnie. Tu i teraz. A ona pragnęła jego. Nie kontrolowała się. Usłyszała tylko, że jęczy z rozkoszy. Ayden odsunął się od niej i spojrzał głęboko w oczy. Zobaczyła na jego ustach tajemniczy uśmiech, który tak bardzo był zmysłowy, jak poranna bryza. Chłopak pocałował ją i wziął w ramiona, zamykając w szczelnym uścisku. Jego ręce dostały się pod bluzkę Clary. Nie chciała, żeby przestawał, choć nie za bardzo wiedziała co ten człowiek wyczynia. Ale mimo to podobało jej się. Ich pieszczoty stały się coraz bardziej namiętne. Kiedy Ayden chciał chwycić ją i przyciągnąć do siebie jeszcze mocniej, usłyszeli rozbawiony głos.
- Hej, gołąbeczki ! - zawołał ktoś. - Nie uważacie, że migdalenie się TUTAJ - podkreślił to słowo podnosząc głos o oktawę wyżej - jest niestosowne ?
Ich twarze momentalnie zwróciły się na stojącego chłopaka opartego o tyle wyjście Klubu. Clary od razu rozpoznała Jacoba. Czuła, że się rumieni, więc odwróciła głowę w przeciwną stronę wtulając twarz w koszulkę Aydena. Czuła, że był wściekły na przyjaciela, choć jego twarz była stoicko spokojna. Nie mogła uwierzyć, że po tylu latach, jej marzenie się spełniło i zostało tak brutalnie przerwane.
- Teraz Cię wzięło na żartowanie ?! - warknął Ayden z ostrą ironią. Odsunął się gwałtownie od Clary, która nadal płonęła. Widząc jej czerwone policzki uśmiechnął się. Spojrzała na niego. "Pięknie... Pomyślała. Tego mi tylko brakowało."
Wyprostowała się i z lodowatą złością spojrzała na przyjaciela.
- Gdzieś ty był jak cię nie było ? - Zdziwiła ją jej własna złość. Właściwie to dlaczego była wściekła ? Przecież dostała to czego chciała, podobało się i cześć?! Nie umiała doszukać się w tym czegoś głębszego. Z resztą na chwilę obecną, było to niemal nieistotne.
Chłopak wyglądał na skuszonego. W dodatku wyglądało to szczerze.
- Myślałem, że to nie wy ? - Clary uśmiechnęła się z wyższością.
- Niezła próba Khaled. Niestety zawsze pojawiasz się w nieodpowiednim czasie, o nieodpowiednim miejscu.
- Chyba chciałaś powiedzieć, że w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. - spiorunowała Aydena wzrokiem. Nie rozumiała, dlaczego ją poprawiał ?
- Dokładnie o to mi chodziło. - Jej dziwnie spokojny głos, ją samą wprawił z zakłopotanie.
Ruszyła przed siebie nie zwracając uwagi na szeptających chłopaków za nią. Czuła na sobie badawcze spojrzenie Aydena, i była prawie pewna, że nie podobało się jemu jej zachowanie. Nie mogła nic poradzić. Z resztą nie zrozumiałby...
Wzięła głęboki wdech. Uspokoiła się. Runa słuchu zaczęła działać. Chłopcy rozmawiali zaskakująco cicho. Z trudem wychwyciła poszczególne słowa, co było irracjonalne zważywszy, że w końcu była Nocnym Łowcą.
- Wiem, (...)- Nie usłyszała do końca. Chwilowa pauza, coś mruknął i trochę głośniej dodał -To błąd, i co z tego ?
Coś w niej fiknęło koziołka.
- No nic. Tak tylko... -znowu umknęło jej słowo. Zaklęła cicho pod nosem. - Ona... - nie dosłyszała imienia, ale nie była pewna czy chce jej słyszeć. - Ty w ogóle myślałeś... -
"Szlak, zaklęła z myślach ! Muszą być aż tacy dyskretni ?
Nagle usłyszała krzyk. Jakby ktoś był obdzierany ze skóry. Ayden jako pierwszy rzucił się do pościgu. Zaraz za nim ona, a na końcu niezdecydowany Jacob. "Jak jest tam 10 wampirów sam nie da sobie rady, pomyślała. Sama ledwo załatwiam pięć na raz." Gdy dotarli na miejsce zobaczyli czyjeś zwłoki.
- Cóż za niechlujny wampir. - odparł Ayden z obrzydzeniem w głosie. - Nawet nie potrafi pożywić się kulturalnie.
- Przestań. - syknęła - cicho bądź !- Zobaczyła, że Nocny Łowca obojętnie podszedł do leżącego ciała, po czym najbardziej protekcjonalnym głosem stwierdził:
- Nie żyje. To więcej niż pewne.
Clary schyliła się, aby oderwać obcas, kiedy ktoś zaszedł ją od tyłu. Czuła, że będą kłopoty, a ten ktoś to na pewno nie Jacob, a tym bardziej nie stojący przed nią Ayden, z dziwnym wyrazem twarzy. Wampir, zawołały jej myśli. Wszędzie by poznała ten niezidentyfikowany zapach. Czyjeś ramiona zacisnęły się na niej jak imadło. Krwiopijca ustawiła jej nogi tak, że nie mogła zrobić nic by dać sobie szansę na ucieczkę i skopanie tyłka temu włóczędze. Jedną ręką podtrzymywała jej brodę. Poczuła, że wampir bawi się swoim pazurem na jej gardle. Clary miała ochotę ją zabić, jednak wiedziała, że jeśli się poruszy ta ją ugryzie, albo rozharata jej tętnice szyjną szponem. Zdołała jednak przechylić głowę na tyle, aby widzieć chłopaków. Zobaczyła, że Ayden się spiął, choć pozornie wyglądał jak Anioł Zemsty z tym anielskim spokojem. Natomiast Jacob był blady jak ściany w prosektorium.
- Bądź grzeczną pijawką i puść ją.- Syknął Ayden spokojnie.
- Bo co mały Nocny Łowco ? Zahipnotyzujesz mnie swoim urokiem? - powiedziała drwiąc z chłopaka, który prychnął.
- Jeśli będzie trzeba to cie nią oślepię. - odparł chłopak wzruszając niechlujnie ramionami.
- Moglibyśmy zostać idealną parą. - Powiedziała pijawka wzdychając. Oby nie był na tyle głupi, aby nabrać się na tą starą sztuczkę pomyślała Clary z rozdrażnieniem.
- Wybacz kochana, ale nie dostałaś sie na listę rzeczy, które chce zrobić w ramach pokuty. - Gdy to powiedział Wampirzyca zaczęła się śmiać i przysunęła szpon do gardła Clary. Czuła, że zaczęła go wbijać. "świetnie... pomyślała z rosnącą złością. Jego egoizm po prostu nie ma granic...
- Przystojny i arogancki. - zaszczebiotała. Clary wywróciła oczami. - cóż za boskie połączenie.
"Dlaczego wszyscy na to lecą?” Zastanowiła się.
- Piękna i głupia. Wiesz, że ataki na Nocnych Łowców kończą się awanturą z prawem. Jeszcze możesz wyjść z tego z twarzą, razem ze swoim klanem.
- Bystry jesteś.
- Ayden! - Krzyknął ostrzegawczo Jacob. Słyszała, że był mocno zdenerwowany.
- W przeciwieństwie do ciebie nawet bardzo. - powiedział Ayden, a wampirzyca do niego syknęła. - Zamorduję cie powoli. Będę kroplami lał wodę święconą na twój zniekształcony pysk.
- Nie potrafiłbyś.
- Chcesz mnie wypróbować ? - Odpowiedział. Słychać było, że jest zbyt pewny siebie.
- Chce przysługi. - Clary parsknęła śmiechem. Wampir, który chce przysługi, musiał bardzo nisko upaść. Jednak mimowolnie zastanowiła się, o co może chodzić. Nie wiedziała skąd, ale znała ten głos. Pamiętała go. Jednak obraz nie przychodził. Był zbyt rozmazany, bo cokolwiek stwierdzić.
- Jakiej ? - zapytał Ayden czujnie. Dziewczyna wiedziała, że palnie coś głupiego. Zaczęła kiwać głową, aby nic nie mówił, jednak to nie poskutkowało. - Chcesz, żebym zrobił ci operacje plastyczną biustu ? - zaśmiał się z własnego żartu, po czym dodał. - Wybacz, ale tej desce snowboardowej już nic nie pomoże.
- Zabawny jesteś... - Chłopak zastygł. Ale było już za późno. Clarissa nie poczuła ugryzienia i szarpnięcia. Poczuła jednak ciepło spływające po jej szyi. Wiedziała, że po normalnym ugryzieniu nie traciłaby tyle krwi i w takim szybkim czasie. Pewnie nieźle rozharatała mi gardło, pomyślała. Teraz wiem jak czują się przyziemni... Nie miała siły stać. Upadła najpierw na kolana. Jej ciało robiło się strasznie lekkie. Słyszała odgłosy walki. Sama zabiłaby z chęcią kilka wampirów, jednak traciła siły z zadziwiającą wręcz szybkością. Upadła osłaniając twarz. Jeszcze tyle mogła zrobić. Usłyszała jęk, który przypominał jakieś ranne zwierzątko. Oczami wyobraźni zobaczyła, że to Ayden wpada w furię. Interesujący widok, pomyślała. Odwróciła się na plecy. Patrzyła na niebo. Po raz pierwszy w życiu mogła sie przyjrzeć czystemu granatowemu niebu. Tyle gwiazd, pomyślała. Wiedziała, że zachowuje sie tak, tylko dlatego, że traciła krew, ale nie mogła wyjść z zamglenia, że za dużo wypiła. Czuła się okropnie, że muszą robić wszystko bez niej.
Nagle zobaczyła kogoś nad sobą. Wszystko widziała jak przez mgłę, ale był to Ayden. Doskonale znała każdy centymetr jego ciała. Teoretycznie, napomniała się w myślach z lekkim chichotem. Była pewna, że zobaczyła łzę w jego oku, a może to był błysk ?
- Odwróć się. - Powiedział. Uniosła ospałe brwi. Dlaczego to miała by się odwrócić ? - Jay, powiedziałem byś sie odwrócił ! - warknął, a głos prawie mu się załamał.
Ayden zaczął ją rozbierać. W innych warunkach dałaby mu w twarz, jednak teraz wiedziała, że robi to tylko dlatego, aby narysować jej Irantze. Czuła, jak odsunął jej włosy i naciągnął koszulkę tuż obok ugryzienia. Po sekundzie poczuła przyjemne pieczenie i zimne dłonie Aydena podtrzymujące jej kark. "Więc nie rozebrał mnie do końca, pomyślała z nutą zawiedzenia. Spojrzała na rękę chłopaka. Cała była we krwi. Widziała na niej nacięcia.
- Co si się stało w rękę? - Zapytała go słabym głosem.
- Nic takiego. - Odpowiedział i zaczął oglądać jej ranę. Czuła, że zaczęła się goić, jednak nadal krew z niej leciała. Ayden rzucił wiązanką przekleństw. Uśmiechnęła się.
- Wyrażaj się ! - wychrypiała.
- Nie powinnaś się w ogóle odzywać. - Jego głos brzmiał jakby z oddali... czuły, spokojny i taki aksamitny. Zobaczyła, że Ayden ściąga koszulkę. Nie chciała na niego patrzeć, choć wzrok nie chciał się odwrócić. Bała się, że coś mu się stanie, w którejś części mózgu wiedziała, że to niedorzeczne martwić się o tego egocentryka.
- Przyciśnij do rany. Powinno zatamować krwawienie, póki znak nie zacznie na dobre działać.
Gdy to wypowiedział podał jej swoją koszulkę. Nie chciała jej brać i przyciskać do rany. Wiedziała, że to mało da. Przycisnął ją za nią. Czuła, że Ayden uważnie ją obserwuje. Spojrzała w jego oczy. Tylko raz tak na nią spojrzał. Przed klubem nim ja pocałował. Po chwili poczuła, że wkłada jej ręce pod kolana i szyję. Podniósł ją. Czuła jego napięte mięśnie. Mimowolnie zamknęła oczy.
- Nie zamykaj oczu. Nie waż mi się zasnąć. Rozmawiaj ze mną. - Powiedział błagalnym tonem. Nie była pewna, ale chyba słyszała rozpacz w jego głosie.
- Na co masz ochotę? - usłyszała serdeczny ton Jacoba, który szedł obok.
Co za irracjonalne pytanie... - starała się odpowiedzieć, lecz wyszło jej to marnie. Poczuła, że Ayden przyspiesza. Następnie ciemność złapała i otuliła ją swoim kocem, a cały świat zniknął.

By, MementoMori&Clarissa

9 grudnia 2012

Rozdział 1

~ Początki ~ 


"Tylko dlatego, że powiedziałem Ci moją historię nie znaczy, że poprosiłem Cię, byś był jej częścią" ~Rob Reiner 





Siedział w swoim ulubionym miejscu. W najodleglejszym zakątku ogromnej willi, domu każdego Nocnego Łowcy - na strychu. Jednak to nie był zwykły strych, był on urządzony wykwintnie, w staromodnym stylu z nowoczesnymi detalami. Tam, gdzie nikt nigdy go nie szuka, bo nikt nie wie, że on, Ayden O'neill tam przesiaduje.
Ostatnie okno - widok na ogródek, ładnie przystrojony i zadbany. Nie wiedział, czemu ale widok na ten ogródek i na fontannę w kształcie pulchnego krasnoludka, zawsze podnosiło go na duchu. Zasłony były od sufitu do podłogi, zawsze ciemne, więc nawet kiedy go szukali, nigdy go nie znaleźli. Ogromnie cieszył się, z dużego parapetu i z tego, że mimo upływu lat nadal się w nim mieścił bez problemu.
Kiedy tylko miał ochotę posiedzieć sam ze swoimi wewnętrznymi demonami, przeważnie szedł tu, tak żeby nikt się nie zorientował, że go nie ma. Wchodząc na strych, zawsze rozglądał się kilka razy zanim wszedł na swoje ulubione miejsce wypoczynku. To miejsce było dla niego ucieczką. Szczycił się tym, że może uciekać komuś cichutko i zwinne jak pantera. Czasem nawet zastanawiał się nad minami osób, które mówią i mówią... lub też wrzeszczą, chociaż nagan zawsze dzielnie wysłuchiwał do końca. Przeważnie i tak kończyły się grożeniem palcem i irytującymi westchnieniami. Ciężko było mu się oprzeć, a on doskonale o tym wiedział i wykorzystywał to w każdej chwili. Uśmiechnął się na tą myśl. Każdy musi jakoś dawać sobie rade w życiu.
 Wrócił do swojej ulubionej lektury. Zawsze kochał książki, przenosiły go w całkiem inny świat, który tak różnił się od jego świata. Świata w którym nieustannie toczył walki, które z resztą uwielbiał. Nic tak nie odprężało, jak wyżywanie się w walce na demonach. Ale kto mógł o tym wiedzieć ? Przecież walka, to walka. Nikt nie zwracał uwagi jakie ktoś kryje emocje podczas tej donośnej chwili. Liczył się tylko i wyłącznie efekt końcowy. Jednak dla niego liczyło się tylko i wyłącznie poobijane kończyny i litry potu. Następnie urozmaicone siedzenie w skrzydle Szpitalnym.
 Spojrzał na zegarek. 9:25 . Czas na trening. Od razu poczuł przypływ gorącej energii, wreszcie będzie mógł się wyżyć. Tak, tego mu trzeba. Ruszył ostrożnie w strone sal treningowych. Oczywiście zakopany w swoich myślach.
 Dochodząc do sali, w której miał się spotkać z Jacobem, ktoś był - Clarissa Blank, od razu poznał jej słodki głosik., kiedy darła się. Mógł sobie wyobrazić jak rzuca się na manekin. Uśmiechnął się. Wszedł do sali i od razu na przywitanie oberwał. Jego zwykle 6 zmysł troche przysnął i zamiast odsunąć się, został powalony na ziemie. Co więcej przygniatał go manekin bez głowy i nieco rozczłonkowany. Jedna ręka nie miała nadgarstka i połowe uciętych niby mięśni. Druga ręka była ucięta poniżej przedramienia. Natomiast nogi były powykrzywiane pod nienormalnymi kątami. Palce u stóp manekina były ucięte.
- Wow, chyba manekin zalazł ci ostro za skóre - wymamrotał zrzucając z siebie pozostałości. - Co zrobił ? Nie chciał zjeść z tobą Sushi ? - Wyszczerzył się do niej gentelmeńsko.
Dziewczyna obrzuciła go mrożacym krew w żyłach spojrzeniem nic nie odpowiadając. Wydawało mu się, że usiłuje na szybko coś wymyśleć, ale zapewne ciężko się sprzeczać z kimś kto ma przewage wzrostem jak i gadaniem.
-A tak swoją drogą, to Ałł ! - powiedział, wytrzepując swoją koszulkę, z czegoś czego prawdopodobnie tam nie było. - Powinienem zacząć pół godziny temu !
- Tak, Może pół godziny temu, jeszcze bym zeszła z sali - wzruszyła ramionami z wyniosłą miną. Odwróciła się na pięcie i poszła do manekinów. Zebrała swoje zabawiki wkładając je w najróżniejsze miejsca, w kombinezon bojowy. Chłopak uniósł brew i nieco zaczepnie rzucił:
- Zapewne... - zaśmiał się bez krzty wesolości - Zamiast manekina żuciłabyś się na mnie.
Dziewczyna błyskawicznie złapała oderwaną rękę manekina i cisnęła nią w bezczelnego chłopaka z mocą pocisku. Jednak był szybszy i wykonując pół salto ominął pocisk, ale dosłyszał jęknięcie i niezbyt kulturalne słowo. Nie spuszczając oczu z Clary, na jej twarzy zarejestrował triumf. Pewnie myśli, że mnie trafiła, pomyslał. Ale tak szybko jak się pojawił trumf, tak szybko pojawił się na jego miejscu zawód. Odwrócił się i ujrzał idącego Jacoba Khaleda, trzymającego się za głowę.
O'neill parsknął śmiechem.
- Dlaczego oberwałem ręką manekina ? - zpytał zniesmaczony chłopak.
- Ups - jęknęła dziewczyna, udając z rozbaiweniem - Chciałam w tego nadętego tlenioinego Blondyna, ale wieśniak zrobił te swoje żałosne, dziecinne salto i minął to coś...
- Fajnie. - żęchnął się Jacob.- Dobrze, że mam prawie czarne włosy, bo krew będzie widoczna. - Nachylił się do niej i zapytał ze swoim zwykłym błazeńskim głosem - Widać tam keczup ?
- Doskonale wiesz, że moja blond czupryna jest jak najbardziej naturalna. - wtrącił się, nie zwracając uwagi na przyjaciela.
- E...tam !- Jęknął chłopak - To mi wycieka keczup z mózgu ! Jeszcze te resztti szarych komórek mi wycieknął... - rozglądał się wokół siebie, jakby naprawde szukał uciekających szarych kuleczek.
Ayden zbył chłopaka machnięciem dłoni i zapytał dość normalnym głosem.
- A gdzie zgubiłaś Violet ? Przecież jesteście niemal nierozłączne.
Clary spojrzała na niego wzrokiem, który mówił, żeby uwarzał na swoje słowa. Jednak ku jego zaskoczeniu uśmiechnęła się słodko i przesłodzonym tonem rzekła:
- Musiała pojechać z Ivone, na jakieś zebranie.
- Ona ? Przecież ona ma dopiero 16 lat ?! - zdziwił sie Jacob.
Blondyn zastanbowił się nad tym chwile, ale coś mu nie pasowało. Niestety nie wiedział, co to dokładnie było. Nie słysząc odpowiedzi zapytał.
- Kiedy jakieś prysznic party ?
- Jakieś, co? - jej oczy wyszły niemal z orbit. Skrzywiła się i ruszyła do drzwi.
- Ależ Siniorita, to nie było pytanie retoryczne !- krzyknął ciemnowłosy chłopak, naśladując hiszpański ankcent.
- Obaj jesteście idiotami !
- Uważaj piekna, bo rudy zmienia się w prawdziwy ogień. - Krzyknął Ayden, w momencie kiedy jej noga wraz z całym ciałem zniknęła za drzwiami.
Chłopak parsknął śmiechem ze swojego żartu, ale widząc nic nie rozumiejące spojrzenie przyjaciela, powiedział.
- Wiesz, czasami mam wrażenie, że nie masz w ogóle poczucia humoru. - ciemnowłosy chłopak pokręcił głową z lekkim uśmiechem. -
- Nie śmiejesz się z moich żartów, więc ja z twoich też nie. - Ayden uniósł brew- Solidarność przyjacielu, solidarność - chłopak poklapał Aydena po ramieniu.
- Chyba klupie ci słownik, chłopie... - wymamrotał pod nosem.
- To zacznij śmiać się z moich żartw
- Ale one są idiotyczne i obcykane. Każdy głupi je zna. - Widząc nietypową minę chłopaka, zastanowił się, czy powiedział coś nie na miejscu.
- Brałeś coś znowu ? A może nawdychałeś się tego proszku Fearie ? -  zapytał z wyraźną złością.
Ayden miał wrażenie, że uraził tym kumpla. Choć to było rzadkie, to jednak widać było, że jego ego ucierpiało. Zmieszał się w sobie. To było tak rzadkie zjawisko, że prawie śmieszne, iż w ogóle można pomyśleć, że takie istnieje. Żeby nie palnąć kolejnej gafy, wzruszył ramionami i precyzyjnie podniusł dłoń. Symbolicznie pokazał "troszeczkę" po czym uśmiechnął się diabolicznie.
Jacob spojrzał na niego z pod przymróżonych powiek i nic nie odpowiedział. O'neill przyjął to jako akt obojętności i zrozumiał, że drążenie tematu nie jest mile widziane. Tak więc jak codziennie zaczeli ćwiczenie i doskonalenie swoich technik. Ayden od czasu do czasu powiedział kilka uwag, co przyjaciel zbył machnięciem reki. Dla rozładowania napięcia, dorzucał co jakiś czas śmieszne żarty i nawet udało mu się kilka razy go rośmieszyć. Przyjaciel również czasami dorzucił jakieś słowo, po czym automatycznie wybuchali śmiechem. Następnie tarzając się ze śmiechu przypominali sobie stare dobre czasy, jak to się poznali; jak zostali parabatai; jak zabili wspólnie pierwszego demona. Choć Ayden ma ich na kącie conajmniej 10.000, to tamten dzień był początkiem ich niezwykłej przyjaźni.
Reszte treningu przebyli w pocie czoła. Dalej od czasu do czasu śmiejąc się Ayden zapytał.
- Może jakiś klub, dziś wieczorem ? Wiesz... - zaczął wkładając czystą koszulke.- Mam ochotę zagrać w bilarda. - Przyjaciel zbierając miecze uśmiechnął się.
- To całkiem niezły pomysł. - Uznał z odrobiną aprobaty.
- Ale najpierw, to ja idę się wykąpąć - powiedział stanowczo Ayden.
- Dobry plan - odparł tamten. - Za pół godziny, pod windą.
Ayden przytaknął. Jak tylko wpadł do pokoju, wziął lodowatą kąpel. Następnie przyodział się w pierwsze lepsze ubrania i legnął się na łóżko. Miał jeszcze niecałe 25 minut. Mógł spędzić pod prysznicem dużo więcej czasu. Spojrzał na sufit. Był biały jak każdy w Instytucie. Jednak jego troszeczke się różnił. Na białej farbie były wzory w kolorze kości słoniowej. Nikt nie zwracał na nie uwagi. Ayden patrząc na nie myślał o wszystkim i o niczym. Jego głowa przestawała robić się ciężka. Przypomniała mu się piosenka, z ostatniej wizyty w "Pandemonium", kiedy razem z dziewczynami i Jacobem zabili kilka wampirów.
Here alone
Holding on to something that I've never known
It's all in my head...

Nie wiedział czemu, ale piosenka wpasowała mu się w klimat.
Właściwie to tylko Clary zabiła wampiry. To była jej specjalność. Uwielbiała swoją fuchę. Wiedział, że miała jakiś uraz do wampirów, ale nigdy nikomu do końca nie zdradzia, w czym tak naprawdę tkwi haczyk. Ale on jako jej dobry przyjaciel nie zamierzał ją do tego zmuszać. Jak nikt inny wiedział, na czym to polega. Tak jak on zmagała się ze swoimi demonami. Kiedyś mu powie, jeśli będzie chciała z kimś pogoadać. Był tego powien. A on wysłucha jej, kiedy nadejdzie taka chwila. Spojrzał na zegarek. Zostało mu jakieś 8 minut. Co on mógł robić przez ten czas ? Nie miał pojęcia, ale wstał i zaczął chodzić w tę i z powrotem.
Nie wiedząc co ze soba zrobić otworzył drzwi i poszedł w stronę biblioteki. Wyciągnął telefon z kieszeni i spojrzał na ekran. Wszedł w kontakty. Cała masa dziewczyn, ale żadna niepotrzebna. Zastanawiał się po co trzymał te numery ? Zaczął masowe usuwanie.
Aline, Madeline, Agnes, Glory, Isabel, Annalyse, Annabel, Beth, Eliza, Zara, Nora, i lista się jeszcze ciągnęła i ciągnęła. Westchnął z irytacją. Skąd tego się tyle wzięło ? Usunął wszystkie które jego zdaniem były nudne i na Anioła, niepotrzebne. Nie powinien ich trzymać w telefonie. Który chłopak, po jednorazowej przygodzie trzyma tyle bab w kontaktach ? To prawie jakby miał nadzieję, że któraś się z nim skontaktuje. On miał je gdzieś. Nie interesowały go. Wzruszył ramionami i przejechał po liście, usuwając wszystkie niepotrzebne. Zostało mu w sumie jakieś 50 najważniejszych kontaktów. Czysto teoretycznie.
Spojrzał na zegarek. Czas iść pod winde. Zawrócił i szybszym krokiem pognał na dół. Zobaczył Jacoba ubranego jak zwykle mniej elegancko niż wymagała tego sytuacja. Ayden miał na sobie zwykłe Jeansy, koszulkę, koszule w kratkę niechlujnie rorpiętą i ulubione niebieskie adidasy.
Natomiast przyjaciel wyglądał jak zbuntowany nastolatek zmuszony iść do kościoła.
- No stary - zaczął Ayden na widok chłopaka - Wyglądasz jakbyś buntował się przeciwko ludziom w krawatach.
-Mam do ciebie prośbę. - Uniosł brwi i zapytał podejrzliwie
- Chyba nie zapomniałeś prezerwatyw ? - przyjaciel wytrzeszczył oczy i zmieszał się lekko.
- Miałem...
- Niee... - zaśmiał sie, wchodząc mu w słowo - Dziś idziemy zagrać w bilarda. - Objął przyjaciela ramieniem i dodał - A może i wygrać jakis zacny zakład z kilkoma panienkami.
Przyszedł mu do głowy kawałek piosenki Time is Running zespołu Muse:
I wanna play the game.
I want the friction.
You will be the death of me.
Yeah, you will be the death of me.

Tak, to piękny dzień na wygranie zakładu, pomyślał z szyderczym uśmieszkiem.





By, MementoMori

7 grudnia 2012

Postacie

POSTACIE W POWIEŚCI:


Imię: Violet
Nazwisko: Brooks
Wiek: 16
Charakter: Jej wyniosła postawa i dumne kroczenie, sprawiają, że jest zapraszana na każdą większą impreze. Dziewczyna jest bystra i zadziorna. Nie stroni od wyniosłych zachowań, uważa, że przeważnie ma racje. Mimo tego jest zabawna i ma poczucie humoru. Bywa zimna i bezwzględna, ale wobec swojej rodziny i najbliższych przyjaciół bywa miła i czuła.

Wydląd: Czarne długie, do pasa włosy, brązowo-piwne oczy. Ma indiańską karnacje i korzenie. Jest wysoka i szczupła.

 Historia: Violet pochodzi ze znanej i szanowanej rodziny Brook's miszkającej na Brooklynie w Nowym Jorku. Kiedy była mała jej starszy brat Matthew wyjechał do Shanghaiu, by móc uczyć się w tamtejszym instytucie. Natomiast ona została w mieście wraz z matką - Mentorką Nowojorkich Nocnych Łowców i nauczycielem, Danielem. Kiedy dziewczyna skończyła niecały roczek do Instytutu, w ktorym mieszkała wprowadził się mały chłopak Imieniem Ayden, oraz dziewczyna imieniem Clary. Cała trójka szybko się zaprzyjaźniła stając się prawie rodziną. Wktórce dołączył następny i ostatni członek rodziny Jacob. Od tajmtej chwili razem trenują, uczą się pod okiem najlepszych.

Specjalizacja: Wilkołaki
Broń:  Bicz z electrum, Miecz Samurajski.
Dodatkowe informacje:
- Ma naszyjnik z jadeitu, sygnalizujący o demonach.
- Nie znosi bawełny.
- Ma hopla na pukncie zakupów.
- Uwielbia jadać w barze "Midnight" ze swoimi przyjaciółmi.
- W czasie wolnym, dla zabawy jest barmanką w klubie "Pandemonium"
**************************

Imię: Jacob
Nazwisko: Khaled
Wiek: 18

 Charakter: Jacob przeważnie jest zamknięty w sobie, gdy poznaje nowe osoby. Jest spokojny i wyczulony na krzywdę onnych.W gronie swoich najbliższych najczęściej zachowuje się jak typowy błazen. Od czapy rzuca nie zawsze śmiesznymi żartami, grając ludziom na nerwach. Jest bardzo inteligentny, i kocha grę na skrzypcach.

Wygląd: Wysoki, ciemnowłosy z zielonymi oczami. Jednak barwa włosów i oczu zmienia się, kiedy tylko bierze narkotyk, bez którgo nie może funkcjonować.

Historia: Ród Khaledów, jest bliski rodowi Carstairsów. Obie rodziny mają pecha i z niewiadomych przyczyn na pienku z demonami.  Kiedy Jacob miał zaledwie 5 lat, jego rodzina została porwana i torturowana. Chłopak uszedł z życiem, jednak oboje rodzice zostali zabicie na jego oczach. Cisi Bracia wraz z pomocą Żelaznych Siósrt przywrócili go do świata żywych, jednak żeby funkcjonować to musi zażywać narkotyk zwany Peoleksyryną -

Specjalizacja: Yanloo - demon wyższych rang. Zakłamany kłamca, który potrafi kłamstwami doprowadzić ofiare do śmierci. Księga Omega, bardzo mało o nim wie.
 Broń: Laska z jadeitowyą głową węża.
 Dodatkowe informacje:
- Zna wszystkie kawały świata.
- Uwielbiam Ju jitsu i karate.
- Jego dziewczyna jest wampirem.
- Jego serafickie ostrze ma wygrawerowane jego nazwisko.
**************************

Imię: Clarissa
Nazwisko: Blank
Wiek: 16 lat
Charakter: Gdy jest wściekła potrafi wyżyć się na całym świecie. Jest pewna siebie i dumnie kroczy przez świat. Gdy zaczyna coś robić robi to do końca. Gdy się na coś uprze musi to mieć. Jej skrywana agresja przydaje się podczas akcji.

Wygląd: Clarissa ma rude włosy, niebieskie oczy i jest dość wysoka. Ma kobiece kształty. Często nosi jeansy, koszulki i trampki. Jako pasek używa swojego bicza. Na akcje zakłada czarny kombinezon. Czasami jednak musi uwieść ofiarę, dlatego zakłada sukienki, które podkreślają jej kształty. Bardzo lubi luzacki styl. Nie pogardzi też uwodzicielskimi sukienkami.

Historia: Clarissa urodziła się w rodzie Blanków – jednym z najznamienitszych rodów Nocnych Łowców. Gdy skończyła 6 lat rodzice zaczęli ją szkolić. W wieku 10 lat dostała pierwszy znak. W wieku 14 lat wstąpiła do czynnej akcji. Tydzień po wstąpieniu do czynnej akcji zabiła pierwszego wampira, odcinając mu głowę. Jeśli wraz z chłopakami i Violet złapią wampira potrafi go torturować godzinami podając mu werbenę.

Specjalizacja: Wampiry.
Dodatkowe informacje:
-Dopiero w wieku 6 lat dowiedziała się o tym, kim jest. Uwielbia polować na wampiry.
 -Kocha nosić wysokie obcasy.
 -Lubi oglądać The Simpsons.
 -Gdy miała 15 lat ugryzł ją wampir. Ciągle ma bliznę na szyi, którą zakrywa włosami.
 -W ciągu dwóch lat zabiła około 30 wampirów.
 -Czasami jej sprzymierzeńcami zostają wilkołaki, ponieważ także nienawidzą wampirów.
 -Musiała zerwać ze swoim ludzkim chłopakiem, ponieważ bycie Nocnym Łowcą i dziewczyną śmiertelnika nie miało przyszłości.
 -Potrafi ładnie śpiewać.
 -Gra na gitarze.
 -Rudy to jej naturalny kolor włosów.
 -Lubi czytać. Szczególnie książki o łowcach wampirów i o wampirach.
***************

Imię:  Ayden
Nazwisko: O'neill
Wiek: 17 Lat

Charakter: Jest pewnym siebie chłopakiem, wie jakie ma atuty i zdaje sobie sprawę ze swojej atrakcyjności.  Lubi kiedy wszystko idzie po jego myśli. Lubi denerwować i uprzykrzać innym życie. Nie rzuca słów na wiatr i jest przesądny. Jest bardzo arogancki, uważa się za dowcipnego, cynicznego, mistrza ciętej riposty, co nie mija się z prawdą. Lubi być w centrum uwagi i zainteresowań. Ukrywa wszelkie uczucia i emocje pod maską cynizmu, sarkazmu i arogancji. Jest zdystansowany i nieufny.
Jest bardzo uparty i brnie do swego, nie patrząc jaką drogę musi obrać.

Wygląd: Jego nieskazitelne włosy mają kolor blond z ciemnymi pasemkami. Włosy ma dłuższe, do ucha, niesfornie przycięte, jakby obcinał je ślepy fryzjer. Kolor oczu to głębia oceanu, sprawia wrażenie tonięcia. Ale kiedy ma zamiar kogoś wkurzyć, lub chce udawać niewinnego kolor jest brązowy. Są hipnotyzujące, a jednocześnie przerażające. Wydatne kości policzkowe, mleczna, nieskazitelna cera jak u niemowlęcia. Jest wysoki, smukły i dobrze zbudowany.

Historia:  Ayden jest czystej krwi Nocnym Łowcą. Pochodzi ze starego i szanowanego rodu O'neillów z Wenecji. Jego ojciec Matthew O'neill był najlepszym w swoim fachu Mentorem i Nonym Łowcą, co syn odziedziczył po ojcu. Jego ojciec był Włochem, natomiast jego matka mieszkała w Londynie i była Amerykanką. Mariah, była kucharką i panią domu, jednak w większości była również Nocnym Łowcą. Po matce, odziedziczył niespotykaną urodę i inteligencje.
 Kiedy miał 8 lat, demon z gatunku Shax, wkradł się do jego rodzinnego domu i uwięził w nim rodzinę O'neilów. Ayden wraz z matką zdołali wyjść z tego bez szwanku, lecz mąż i ojciec miał mniej szczęścia. Na oczach syna i żony, schowanych pod łóżkiem, poległ w bitwie, lecz chłopak zapamiętał męstwo, zawziętość i arogancje ojca. Kiedy Matthew wydał ostatnie słowo, wkroczyli inni ratując matkę i chłopca. Od tamtej chwili młody Ayden stworzył wokół siebie niewidzialne mury złożone z arogancji, cynizmu i sarkazmu. Nikt nie wie jak demon przebił czary ochronne i dlaczego zaatakował. Posiadłość O'neilów tylko w połowie uszła cało z pożaru, wywołanego przez demona. Po śmierci ojca, Ayden szkolił, specjalizował, uczył się wszystkiego na temat Shaxów, i nie tylko. Dzięki inteligencji bardzo łatwo wchłaniał wiedzę. Postanowił być najlepszym Nocnym Łowcą w dziejach ludzkości. Mariah, matka chłopca, po śmierci męża popadła w depresje, jednak mimo wszystko dostarczała synowi opieki i potrzebnej miłości, do czasu kiedy zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Nikt nie wie w jaki sposób, a ciała nigdy nie znaleziono. Po tym incydencie młody Ayden mając już 10 lat miał na koncie więcej zabitych demonów niż ktokolwiek, kiedykolwiek. Nie znając rodziny, ani nikogo z nim spokrewnionego chłopak trafia do Instytutu w Nowym Yorku. Chłopak w nowym miejscu, w nowej rodzinie, z którą szkoli, trenuje się w zabijaniu, nigdy nie zapomina co los mu przyniósł.

Specjalizacja:  Shax -Demon z innego wymiaru. Lubi torturować najwymyślniejszymi typami tortur znanymi ludzkości. Żywi się strachem i przybierają postać tego czego najbardziej się obawiasz. Nie patyczkują się i plują ciemno zieloną cieczą. W dużych ilościach powoduje ostre halucynacje, a ostatecznie śmierć. Krew demona działa jak kwas, wyżera wszystko, prócz specjalnie stworzonych mieczy.

Broń: Głównie miecze, sztylety, szpady. Jednak innymi broniami nie gardzi. W rezultacie używa wszystkiego, co nadaje się do zadawania bólu i niszczenia demonów.

Dodatkowe informacje:
-Ayden potrafi spędzać całe dnie na treningach i zabijaniu demonów.
-Uwielbia imprezy, nocne kluby i przyjęcia wydawane przez Czarodziejów, głównie dlatego, żeby zagrać tamtejszym na nerwach.
-Najczyściej bywa również w ulubionym klubie "Pandemonium".
 -Ayden uwielbia jeść frytki i ma jeden ulubiony lokal, gdzie zamawia tylko i wyłącznie frytki.
 -Ayden dużo czyta. Jest fanem Romansu paranormalnego oraz Fantasty.
 -Potrafi całą demonologie na pamięć.
 -Ogólnie to - bez kija nie podchodź.

2 grudnia 2012

Wprowadzenie

Ludzie i Anioły. Zwykli i boscy przedstawiciele dwóch zupełnie różnych ras. Religie tworzą przeróżne legendy i mity. Jednak jedna jedyna legenda jest choć troszkę zbliżona do prawdy...

Tysiące lat temu Anioł Razjel, zmieszał swoją krew z krwią człowieka. Mężczyzna został pierwszym Nocnym Łowcą. Tak powstała nowa rasa pół-aniołów, pół-ludzi, którzy od lat toczą walkę z demonami. Nie znajdziesz o nich żadnych wzmianek w żadnej z relig. Ale oni istnieją. Codziennie przemieszczają się między przyziemnymi. Są ludźmi z nadnaturalną siłą i nie tylko, ale nie różnią się niczym innym.

Londyn. A dokładniej Nowy Jork.
Jest rok 2012, a między wymiarami tworzą się przejścia, portale. W naszym świecie pojawia się coraz więcej demonów, wampirów, wilkołaków i innych złych stworzeń. Do akcji wkracza czwórka najlepszych nowojorkich Nocnych Łowców.
Dwie dziewczyny oraz 2 Chłopaków codziennie stawiają czoła śmierci, by ludzie mogli bez problemu prowadzić swoje nudne szare egzystencje. Cała czwórka jest świetnie obeznana ze starymi dialektami, pradawnymi jaki i współczesnymi językami obcymi, wszystkimi znanymi sztukami walki, wszelakimi religiami - stawiają czoła złu.
Każdy członek drużyny specjalizuje się w zabijaniu jednego z gatunków podziemnych. Każdy, dzięki instynktowi i specjalnemu przeszkoleniu potrafi zabić każde nienaturalne stworzenie nieprzestrzegające prawa, lub bezkarnie szwendającego się po ziemi.
Kwatera Główna, znana także pod nazwą Instytut mieści się na skraju lasu, pod czarami ochornnymi. Ludzie którzy nie posiadają "wzroku" widzą stary opuszczony magazyn.
Gdyby nie oni- Nocni Łowny, ludzkość przestałaby istnieć. Ale pojawia się zło, które tylko jedna osoba w dwóch ciałach może zniszczyć na zawsze... Czy oni wiedzą co tak naprawdę ich czeka ? 




Powieść pisana, na podstawie serii książek Cassandry Clare.