9 grudnia 2012

Rozdział 1

~ Początki ~ 


"Tylko dlatego, że powiedziałem Ci moją historię nie znaczy, że poprosiłem Cię, byś był jej częścią" ~Rob Reiner 





Siedział w swoim ulubionym miejscu. W najodleglejszym zakątku ogromnej willi, domu każdego Nocnego Łowcy - na strychu. Jednak to nie był zwykły strych, był on urządzony wykwintnie, w staromodnym stylu z nowoczesnymi detalami. Tam, gdzie nikt nigdy go nie szuka, bo nikt nie wie, że on, Ayden O'neill tam przesiaduje.
Ostatnie okno - widok na ogródek, ładnie przystrojony i zadbany. Nie wiedział, czemu ale widok na ten ogródek i na fontannę w kształcie pulchnego krasnoludka, zawsze podnosiło go na duchu. Zasłony były od sufitu do podłogi, zawsze ciemne, więc nawet kiedy go szukali, nigdy go nie znaleźli. Ogromnie cieszył się, z dużego parapetu i z tego, że mimo upływu lat nadal się w nim mieścił bez problemu.
Kiedy tylko miał ochotę posiedzieć sam ze swoimi wewnętrznymi demonami, przeważnie szedł tu, tak żeby nikt się nie zorientował, że go nie ma. Wchodząc na strych, zawsze rozglądał się kilka razy zanim wszedł na swoje ulubione miejsce wypoczynku. To miejsce było dla niego ucieczką. Szczycił się tym, że może uciekać komuś cichutko i zwinne jak pantera. Czasem nawet zastanawiał się nad minami osób, które mówią i mówią... lub też wrzeszczą, chociaż nagan zawsze dzielnie wysłuchiwał do końca. Przeważnie i tak kończyły się grożeniem palcem i irytującymi westchnieniami. Ciężko było mu się oprzeć, a on doskonale o tym wiedział i wykorzystywał to w każdej chwili. Uśmiechnął się na tą myśl. Każdy musi jakoś dawać sobie rade w życiu.
 Wrócił do swojej ulubionej lektury. Zawsze kochał książki, przenosiły go w całkiem inny świat, który tak różnił się od jego świata. Świata w którym nieustannie toczył walki, które z resztą uwielbiał. Nic tak nie odprężało, jak wyżywanie się w walce na demonach. Ale kto mógł o tym wiedzieć ? Przecież walka, to walka. Nikt nie zwracał uwagi jakie ktoś kryje emocje podczas tej donośnej chwili. Liczył się tylko i wyłącznie efekt końcowy. Jednak dla niego liczyło się tylko i wyłącznie poobijane kończyny i litry potu. Następnie urozmaicone siedzenie w skrzydle Szpitalnym.
 Spojrzał na zegarek. 9:25 . Czas na trening. Od razu poczuł przypływ gorącej energii, wreszcie będzie mógł się wyżyć. Tak, tego mu trzeba. Ruszył ostrożnie w strone sal treningowych. Oczywiście zakopany w swoich myślach.
 Dochodząc do sali, w której miał się spotkać z Jacobem, ktoś był - Clarissa Blank, od razu poznał jej słodki głosik., kiedy darła się. Mógł sobie wyobrazić jak rzuca się na manekin. Uśmiechnął się. Wszedł do sali i od razu na przywitanie oberwał. Jego zwykle 6 zmysł troche przysnął i zamiast odsunąć się, został powalony na ziemie. Co więcej przygniatał go manekin bez głowy i nieco rozczłonkowany. Jedna ręka nie miała nadgarstka i połowe uciętych niby mięśni. Druga ręka była ucięta poniżej przedramienia. Natomiast nogi były powykrzywiane pod nienormalnymi kątami. Palce u stóp manekina były ucięte.
- Wow, chyba manekin zalazł ci ostro za skóre - wymamrotał zrzucając z siebie pozostałości. - Co zrobił ? Nie chciał zjeść z tobą Sushi ? - Wyszczerzył się do niej gentelmeńsko.
Dziewczyna obrzuciła go mrożacym krew w żyłach spojrzeniem nic nie odpowiadając. Wydawało mu się, że usiłuje na szybko coś wymyśleć, ale zapewne ciężko się sprzeczać z kimś kto ma przewage wzrostem jak i gadaniem.
-A tak swoją drogą, to Ałł ! - powiedział, wytrzepując swoją koszulkę, z czegoś czego prawdopodobnie tam nie było. - Powinienem zacząć pół godziny temu !
- Tak, Może pół godziny temu, jeszcze bym zeszła z sali - wzruszyła ramionami z wyniosłą miną. Odwróciła się na pięcie i poszła do manekinów. Zebrała swoje zabawiki wkładając je w najróżniejsze miejsca, w kombinezon bojowy. Chłopak uniósł brew i nieco zaczepnie rzucił:
- Zapewne... - zaśmiał się bez krzty wesolości - Zamiast manekina żuciłabyś się na mnie.
Dziewczyna błyskawicznie złapała oderwaną rękę manekina i cisnęła nią w bezczelnego chłopaka z mocą pocisku. Jednak był szybszy i wykonując pół salto ominął pocisk, ale dosłyszał jęknięcie i niezbyt kulturalne słowo. Nie spuszczając oczu z Clary, na jej twarzy zarejestrował triumf. Pewnie myśli, że mnie trafiła, pomyslał. Ale tak szybko jak się pojawił trumf, tak szybko pojawił się na jego miejscu zawód. Odwrócił się i ujrzał idącego Jacoba Khaleda, trzymającego się za głowę.
O'neill parsknął śmiechem.
- Dlaczego oberwałem ręką manekina ? - zpytał zniesmaczony chłopak.
- Ups - jęknęła dziewczyna, udając z rozbaiweniem - Chciałam w tego nadętego tlenioinego Blondyna, ale wieśniak zrobił te swoje żałosne, dziecinne salto i minął to coś...
- Fajnie. - żęchnął się Jacob.- Dobrze, że mam prawie czarne włosy, bo krew będzie widoczna. - Nachylił się do niej i zapytał ze swoim zwykłym błazeńskim głosem - Widać tam keczup ?
- Doskonale wiesz, że moja blond czupryna jest jak najbardziej naturalna. - wtrącił się, nie zwracając uwagi na przyjaciela.
- E...tam !- Jęknął chłopak - To mi wycieka keczup z mózgu ! Jeszcze te resztti szarych komórek mi wycieknął... - rozglądał się wokół siebie, jakby naprawde szukał uciekających szarych kuleczek.
Ayden zbył chłopaka machnięciem dłoni i zapytał dość normalnym głosem.
- A gdzie zgubiłaś Violet ? Przecież jesteście niemal nierozłączne.
Clary spojrzała na niego wzrokiem, który mówił, żeby uwarzał na swoje słowa. Jednak ku jego zaskoczeniu uśmiechnęła się słodko i przesłodzonym tonem rzekła:
- Musiała pojechać z Ivone, na jakieś zebranie.
- Ona ? Przecież ona ma dopiero 16 lat ?! - zdziwił sie Jacob.
Blondyn zastanbowił się nad tym chwile, ale coś mu nie pasowało. Niestety nie wiedział, co to dokładnie było. Nie słysząc odpowiedzi zapytał.
- Kiedy jakieś prysznic party ?
- Jakieś, co? - jej oczy wyszły niemal z orbit. Skrzywiła się i ruszyła do drzwi.
- Ależ Siniorita, to nie było pytanie retoryczne !- krzyknął ciemnowłosy chłopak, naśladując hiszpański ankcent.
- Obaj jesteście idiotami !
- Uważaj piekna, bo rudy zmienia się w prawdziwy ogień. - Krzyknął Ayden, w momencie kiedy jej noga wraz z całym ciałem zniknęła za drzwiami.
Chłopak parsknął śmiechem ze swojego żartu, ale widząc nic nie rozumiejące spojrzenie przyjaciela, powiedział.
- Wiesz, czasami mam wrażenie, że nie masz w ogóle poczucia humoru. - ciemnowłosy chłopak pokręcił głową z lekkim uśmiechem. -
- Nie śmiejesz się z moich żartów, więc ja z twoich też nie. - Ayden uniósł brew- Solidarność przyjacielu, solidarność - chłopak poklapał Aydena po ramieniu.
- Chyba klupie ci słownik, chłopie... - wymamrotał pod nosem.
- To zacznij śmiać się z moich żartw
- Ale one są idiotyczne i obcykane. Każdy głupi je zna. - Widząc nietypową minę chłopaka, zastanowił się, czy powiedział coś nie na miejscu.
- Brałeś coś znowu ? A może nawdychałeś się tego proszku Fearie ? -  zapytał z wyraźną złością.
Ayden miał wrażenie, że uraził tym kumpla. Choć to było rzadkie, to jednak widać było, że jego ego ucierpiało. Zmieszał się w sobie. To było tak rzadkie zjawisko, że prawie śmieszne, iż w ogóle można pomyśleć, że takie istnieje. Żeby nie palnąć kolejnej gafy, wzruszył ramionami i precyzyjnie podniusł dłoń. Symbolicznie pokazał "troszeczkę" po czym uśmiechnął się diabolicznie.
Jacob spojrzał na niego z pod przymróżonych powiek i nic nie odpowiedział. O'neill przyjął to jako akt obojętności i zrozumiał, że drążenie tematu nie jest mile widziane. Tak więc jak codziennie zaczeli ćwiczenie i doskonalenie swoich technik. Ayden od czasu do czasu powiedział kilka uwag, co przyjaciel zbył machnięciem reki. Dla rozładowania napięcia, dorzucał co jakiś czas śmieszne żarty i nawet udało mu się kilka razy go rośmieszyć. Przyjaciel również czasami dorzucił jakieś słowo, po czym automatycznie wybuchali śmiechem. Następnie tarzając się ze śmiechu przypominali sobie stare dobre czasy, jak to się poznali; jak zostali parabatai; jak zabili wspólnie pierwszego demona. Choć Ayden ma ich na kącie conajmniej 10.000, to tamten dzień był początkiem ich niezwykłej przyjaźni.
Reszte treningu przebyli w pocie czoła. Dalej od czasu do czasu śmiejąc się Ayden zapytał.
- Może jakiś klub, dziś wieczorem ? Wiesz... - zaczął wkładając czystą koszulke.- Mam ochotę zagrać w bilarda. - Przyjaciel zbierając miecze uśmiechnął się.
- To całkiem niezły pomysł. - Uznał z odrobiną aprobaty.
- Ale najpierw, to ja idę się wykąpąć - powiedział stanowczo Ayden.
- Dobry plan - odparł tamten. - Za pół godziny, pod windą.
Ayden przytaknął. Jak tylko wpadł do pokoju, wziął lodowatą kąpel. Następnie przyodział się w pierwsze lepsze ubrania i legnął się na łóżko. Miał jeszcze niecałe 25 minut. Mógł spędzić pod prysznicem dużo więcej czasu. Spojrzał na sufit. Był biały jak każdy w Instytucie. Jednak jego troszeczke się różnił. Na białej farbie były wzory w kolorze kości słoniowej. Nikt nie zwracał na nie uwagi. Ayden patrząc na nie myślał o wszystkim i o niczym. Jego głowa przestawała robić się ciężka. Przypomniała mu się piosenka, z ostatniej wizyty w "Pandemonium", kiedy razem z dziewczynami i Jacobem zabili kilka wampirów.
Here alone
Holding on to something that I've never known
It's all in my head...

Nie wiedział czemu, ale piosenka wpasowała mu się w klimat.
Właściwie to tylko Clary zabiła wampiry. To była jej specjalność. Uwielbiała swoją fuchę. Wiedział, że miała jakiś uraz do wampirów, ale nigdy nikomu do końca nie zdradzia, w czym tak naprawdę tkwi haczyk. Ale on jako jej dobry przyjaciel nie zamierzał ją do tego zmuszać. Jak nikt inny wiedział, na czym to polega. Tak jak on zmagała się ze swoimi demonami. Kiedyś mu powie, jeśli będzie chciała z kimś pogoadać. Był tego powien. A on wysłucha jej, kiedy nadejdzie taka chwila. Spojrzał na zegarek. Zostało mu jakieś 8 minut. Co on mógł robić przez ten czas ? Nie miał pojęcia, ale wstał i zaczął chodzić w tę i z powrotem.
Nie wiedząc co ze soba zrobić otworzył drzwi i poszedł w stronę biblioteki. Wyciągnął telefon z kieszeni i spojrzał na ekran. Wszedł w kontakty. Cała masa dziewczyn, ale żadna niepotrzebna. Zastanawiał się po co trzymał te numery ? Zaczął masowe usuwanie.
Aline, Madeline, Agnes, Glory, Isabel, Annalyse, Annabel, Beth, Eliza, Zara, Nora, i lista się jeszcze ciągnęła i ciągnęła. Westchnął z irytacją. Skąd tego się tyle wzięło ? Usunął wszystkie które jego zdaniem były nudne i na Anioła, niepotrzebne. Nie powinien ich trzymać w telefonie. Który chłopak, po jednorazowej przygodzie trzyma tyle bab w kontaktach ? To prawie jakby miał nadzieję, że któraś się z nim skontaktuje. On miał je gdzieś. Nie interesowały go. Wzruszył ramionami i przejechał po liście, usuwając wszystkie niepotrzebne. Zostało mu w sumie jakieś 50 najważniejszych kontaktów. Czysto teoretycznie.
Spojrzał na zegarek. Czas iść pod winde. Zawrócił i szybszym krokiem pognał na dół. Zobaczył Jacoba ubranego jak zwykle mniej elegancko niż wymagała tego sytuacja. Ayden miał na sobie zwykłe Jeansy, koszulkę, koszule w kratkę niechlujnie rorpiętą i ulubione niebieskie adidasy.
Natomiast przyjaciel wyglądał jak zbuntowany nastolatek zmuszony iść do kościoła.
- No stary - zaczął Ayden na widok chłopaka - Wyglądasz jakbyś buntował się przeciwko ludziom w krawatach.
-Mam do ciebie prośbę. - Uniosł brwi i zapytał podejrzliwie
- Chyba nie zapomniałeś prezerwatyw ? - przyjaciel wytrzeszczył oczy i zmieszał się lekko.
- Miałem...
- Niee... - zaśmiał sie, wchodząc mu w słowo - Dziś idziemy zagrać w bilarda. - Objął przyjaciela ramieniem i dodał - A może i wygrać jakis zacny zakład z kilkoma panienkami.
Przyszedł mu do głowy kawałek piosenki Time is Running zespołu Muse:
I wanna play the game.
I want the friction.
You will be the death of me.
Yeah, you will be the death of me.

Tak, to piękny dzień na wygranie zakładu, pomyślał z szyderczym uśmieszkiem.





By, MementoMori

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz