8 lutego 2013

Rozdział 3.

~Madeline~ 

 

"Nigdzie nie jesteśmy bardziej samotni, niż leżąc w łóżku, z naszymi tajemnicami i wewnętrznym głosem, którym żegnamy lub przeklinamy mijający dzień."  ~ Jonatham Carroll





- Przestań wreszcie się tak pałętać w tę i z powrotem. To nie zmieni niczego. - odparł Jacob powoli, uspokajającym głosem.
 Chłopak go nie posłuchał i wciąż z głową spuszczoną, patrząc na swoje buty chodził jako jeden wielki kłębek nerwów. Doskonale wiedział, że nijak jej to pomoże, ale nie mógł siedzieć bezczynnie. Złapał za klamkę, ale nie otworzył drzwi. Puścił ją tak nagle jak za nią chwycił.
- Nic jej nie będzie. - przyjaciel połorzył mu dłoń na ramieniu. Ayden ztrącił ją od razu.
- Przestań tak gadać ! Nie jesteśmy w jakimś cholernym filmie, gdzie wszystko kończy się słowami "Żyli długo i szczęśliwie i mieli cudowne zielone dzieci" - Jacob parsknał śmiechem. Po czym by rozluźnić atmosferę powiedział z radosnym głosikiem.
- Chyba powinieneś dostać szlaban na telewizję. Za dużo animowanych bajek oglądasz.
- To nie jest zabawne Jay ! - warknął - Irytuje mnie twój skrzeczący głos, a twój widok otwiera mi scezoryk w kieszeni ! - ugryzł się w język, ale było za późno. Jednak po mimo tego co powiedział, Jacob uśmiechnął sie do niego smutno.
- Nie obwiniaj się. Uratowałeś jej życie.
Ayden oparł się o ścianę i spojrzał na sufit.
- I o mało go nie odebrałem.
Nikt nic nie powiedział. Cisza była lepsza niż jakiekolwiek słowa. Powoli osunął się i usiadł na ziemi chowając głowe w dłoniach. Po jakimś czasie spojrzał na przyjaciela.
- Jak możesz być taki spokojny, kiedy ona się tam wykrwawia ?! - wypluł każde słowo z beznadziejną świadomością jak to brzmi. Co było tylko głupotą, bo dziewczyna właśnie dostawała krew, którą straciła.
 - Stary, a od kiedy to ty się przejmujesz czyimś zdrowiem ? - spojrzął na niego z pod byka i ztaksował beznamiętnym spojrzeniem. Jej zdrowie obchodziło go bardziej niż swoje, jednak nie mógł powiedzieć jemu, co jest na rzeczy. Zastanowił się czy on sam ogarnia sytuacje, w której się znalazł. Przecież, to i tak nie skończy się tak jakby chciał. Jak każde z nich chciało. Mogłoby się skończyć, ale ta opcja nie wchodzi w grę. "To nawet nie ma szans przejść...", pomyślał z goryczą.
- Jesteście moją rodziną. Jedyną rodziną. - szepnął powoli, zadziwiająco spojoknym tonem. - Wasze zdrowie i wszystko co się wam przytrafia, nie jest dla mnie czymś na co mogę machnąć ręką, albo po prostu olać. To nie jest jednorazowa przygoda, że jutro jestem tu, a po jutrze tam.
Jacob patrzył na niego z lekkim uśmiechem. Zdał sobie sprawę, że musiało to zabrzemić nieco dramatycznie. Uśmiechnał się łobuzersko, tymczasem chłopak powiedział do niego z rozbaweniem.
- Chyba powinieneś iść wziąść prysznic.
- Po cholere ? - rzucił mniej przyjemnym głosem. Z grymasem niezadowolenia, po chwili uświadomił sobie, że jest bez koszulki i ma na sobie krew Clary. Wzdrygnął się na wspomnienie kałuży krwi, w której leżała.
- Bo wyglądasz jakbyś zjadł kogoś - Ayden wzruszył ramionami uśmiechając się z wyższością.
- Tak, rzeczywiście. - spojrzał na swój pasek do spodni. Była na nim krew. - Następnym razem to ty ubabrzesz się krwią, a ja będe wsówać Tortille.
 Ruszył żwawym krokiem do swojego pokoju. Nie podobało mu się, że nie mógł wejść do środka, zwłaszcza, że cieżko było dostać krew, w szczególności taką grupę jak ma on i ona. Zaoferował swoją, ale oni odmówili.
 "Poradzimy sobie". Prychnął pod nosem, rzucając dodatkowo stekiem przekleństw. Cholerni Cisi Bracia. Nigdy ich nie lubił. Co więcej, do dzisiaj go przerażają, ale mniej niż kiedyś.
Wpadł jak burza do pokoju, rzucając się w stronę prysznica. Zrzucił z siebie brudne spodnie i rzucając je na łóżko poszedł do łazienki. W drzwiach obejrzał się na leżące ubranie. Westchnął i wrócił po nie. Z irytacją spojrzał na swoje ulubione spodnie i poskładał je starannie wkładając do kosza na pranie. Puścił tak wrzącą wode, że aż piekła go skóra. Po niecałych 5 minutach, kiedy zmył z siebie krew i wszystkie smutki zniknęły na chwile, ubrał się w czyste ubrania. Załorzył spodnie i jeszcze niezapinając rozporka, zaczął zakładać koszulke, jednocześnie ruszając do skrzydła szpitalnego, a właściwie do pokoju, w którym leżała Clary.
 Kiedy doszedł do odpowiednich drzwi, nie było nikogo. Przyłorzył ucho do drzwi, ale mimo usilnych starań nie wychwycił nawet najmniejszego szmeru. Jedyne co usłyszał to rytmiczne i miarowe oddychanie dziewczyny. No chyba, że ktoś w pokoju jeszcze był. Skrzywił się i wpadł do pokoju bezszelstnie. Wyprostował się i uśmiechnął się do siebie. Poprawił koszulkę i wszedł jak gdyby nigdy nic w głąb pokoju.
 Jego wzrok pwędrował na dziewczyne. Widział jak jej klatka unosi sie i opada. Zalała go fala ulgi.
"Chwała Bogu, żyje."
Rozejrzał się po pustym pokoju, w poszukiwaniu czegoś, gdzie może usiąść. Z niesmakiem stwierdził, że pokój jest sterylnie pusty i czysty.
"Może i bawie się w pedanta, ale tu jest zdecydowanie za czysto."
Podszedł do łóżka i nie wiele myśląc, pogłaskał jej policzek zewnętrzną częścią dłoni z czułością, o jaką siebie nie podejrzewał. Usiadł na pustym łóżku po turecku i z zafascynowaniem - jakby nigdy nie widział śpiącej dziewczyny, choć było to dla niego normą, kiedy patrzył jak jego jednorazowe przygody zasypiają, a on po jakimś czasie w końcu znika, bez żadnego słowa-przyglądał się jej spokojnej twarzy.
Zadzwoniła jego komórka. Ze zdziwieniem spojrzał na wyświetlacz ekranu. "Violet".
- Halo ? - rzucił mniej przyjaźnie niż zamierzał. Odpowiedziała mu cisza. Skrzywił się z niezadowoleniem. - HALO ! - warknął.
- Sorki. - odparła po drugiwej stronie zmieszana dziewczyna. Wziął głęboki wdech, by się uspokoić. - Musisz przyjść do Biblioteki. - oznajmiła.
- Po co mam przyjść do tego zakurzonego miejsca ? - w gruncie rzeczy, nie zamierzał się stąd ruszać na krok póki ona się nie obudzi. Spojrzał kątem oka na Clary. Była taka piękna... gdy spała.
- Ivone musi z tobą porozmawiać. - Przeszedł go dreszcz. Konwersacje w bibliotece nigdy nie były tymi, które ktoś chce prowadzić. Zawiesił się patrząc na twarz dziewczyny.
- Zaraz będe. - wymamrotał po dłuższej chwili.
Rozłączył się i wziął głęboki wdech. Był niemal pewien czego będzie dotyczyć ta rozmowa. Przyjaciel pewnie się "niechcący" zagalopował i wymsknęło mu się o zaistniałej scenie na tyłach Klubu "Imagine" . Zaklnął pod nosem. Już wiedział, jak bardzo ma przerąbane. Posunął się o jeden krok za daleko. Może i miał czyste zamiary - bo nikogo nie oszukiwał, noo może z wyjątkiem siebie samego - ale posunął się ciut za daleko. Możliwe, że gdyby nie zbyt długi jęzor Jay'a to wszystko poszłoby w niepamięć, ale los jest wredny jak starsze panie. Zgrzytnął zębami.
"Zabije tego drania", pomyślał z niesmakiem. Spojrzał na klamkę wielkich drzwi do biblioteki. Miejsca, które tak uwielbiał, od dziś stanie się najgorszym koszmarem. Będzie to miejsce, gdzie zostanie złamane nie jedno serce.
Pchnął ramieniem drzwi, a one zgrzytnęły, jak jego zęby wcześniej. Włosy na karku zjeżyły mu się od tego dźwięku.
"Przydałoby się je naoliwić. Może mąż Ivone się tym zajmie nim zaszyje się w soich lochach ?!"
Stanął w drzwiach pewien, że zaraz jego życie przestanie mieć jakikolwiek sens. Ponownie dzisiejszego dnia wziął głęboki, uspakajający wdech.
- No choćże tu Den ! - powiedziała Ivone. Nic się nie zmieniła, odkąd ja ostatnio widział. Uśmiechnął się do niej łobuzersko.
- Wyglądasz dziwacznie jak zawsze, charie. - puścił do niej oczko. - Co tam Let ? - kiwnął przyjaciółce, która posłała mu pełne dezaprobaty spojrzenie, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Wiesz, o co chodzi ? - zapytała Ivone opierając się o wielkie dębowe łóżko.
- Jeśli o to chodzi, nie zabiłem nikogo przez ostatnie 15 minut.
- Nie będziemy mówić dziś, o tym jakim jesteś nieposłusznym nastolatkiem. - odparła jakaś kobieta, która pojawiła się znikąd tuż obok Violet. Ayden spojrzał na przybyłą. Kojarzył ją, ale nie był pewien skąd. I nagle go olśniło.
- Madeline... - szepnął z uznaniem. Skinał głową z szacunkiem. - Wyglądasz świetnie jak zawsze.
- Cały Ayden O'neill. Ciebie też miło znów widzieć. Ostatnio miałeś nieco ponad 160cm. i 13 lat, gdy się widzieliśmy ostatnim razem.
- No... Nie pamiętam cóż to była za sprawa, ale nie wnikajmy. Zapewne cos nabroiłem.- uśmiechnął się łapczywie - Co Żelazna Siostra robi w naszym kochanym Instytucie ? - zastanowił się. - Czyżby chodziło, o te cholerne skrzypiące drzwi? - wskazał za siebie. - Bo nieziemsko dają po uszach.
 - Przyzwyczaisz się - powiedziała cierpliwie Ivone.
- 17 lat i nie mogę znieść tych skrzeczących drzwi. - mruknął z irytacją.
- Musisz zaprzestać to co zacząłęś. - powiedziała surowo Żelazna Siostra. Ayden spojrzał na nią mimochodem. Zamrugał kilkakrotnie.
- A co zacząłem ?
- Przestań udawać. Jacob powiedział nam, co dzisiaj zaszło pod "Imagine" - warknęła Ivone tracąc panowanie nad sobą. - Wiesz, że to niedorzeczne ! Nie możesz z nią więcej rozmawiać!
- Przecież to tylko rozmowa... - spróbował się bronić, ale wiedział, że to na nic.
- Od kiedy wymienianie płynów ustrojowych w najbardziej perswazyjny sposób jaki mogłeś wymyślić, to romowa ?! - krzyknęła kobieta, uderzając dłonią w stół. - Przecież wiesz wszystko o tym, co jest zapisane w historii twojej rodziny ! A nadal sobie z tego kpisz...
Ivone zamilkła, gdy machnięciem dłoni uciszyła ja Żelazna Siostra.
- Nie tak ostro Ivone. - spojrzała uważnie na Aydena. Przekrzywiła głowę lekko w prawo.
- Wiemy, że nie chciałeś zrobić nic złego, ale to niedopuszczalne zważywszy, że znasz prawdę, a ona nie.
Ayden wytrzeszczył oczy. Jak ona mogła nie wiedzieć, że jest częścią jego duszy, ciała ? Ta częścią, której brakuje im obu ? Ayden zrobił się czerwony jak burak ze złości.
- To ona nic nie wie !? - krzyknął wyrzucając ręce w górę. Wszyscy umilkli.
- Nie wiedziałeś, o tym, że ona nie wie, o tym, o czym ty wiesz, od kąd skończyłeś 11 lat ?- zapytała Violet z widocznym przerażeniem na twarzy.
- Nie !!! - wykrzyknął.
- To nic nie zmienia. Musisz przestać robić do niej słodkie oczka i uwodzić ją. Musisz przestać... cokolwiek jeszcze robiłeś. - powiedziała spokojnie Madeline.
- Więc co ? Mam ją do siebie zniechęcić ? Sprawić, żeby mnie znienawidziła ?
- Jeśli to będzie konieczne. - przytaknęła Madeline. Ayden opadł na fotel. Tego się niespodziewał. To była chyba najgorsza kara jaką mogli wymierzyć. On nawet nie brał jej pod uwagę. Po chwili usłyszał jej głos w swojej głowie.
 Wiem, że ci się to nie podoba, ale to jest konieczne. Od tego zależy wszystko.
Spojrzał na nią z konsternacją i złością. Chciało mu się płakać, ale nie da im tej satysfakcji.
- W porządku - szepnął niemal niedosłyszalnie. - Jeśli wynikną z tego większe komplikacje, nie obarczajcie winą mnie. - powiedział zbyt pewnie i spokojnie. - Jeśli chcecie żeby ten flirt się skończył, to sprawię, że mnie znienawidzi. I zrobię to jak mi się żywnie będzie podoba, a i nie miejscie do mnie pretensji. - wstał i ruszył do drzwi. Zatrzymał sie w połowie drogi i zwrócił się do Żelaznej Siostry z lodowatym spojrzeniem.
- Powiedz Clave, żeby ne trzęśli portkami. Nigdy więcej na mnie nie spojrzy i vice versa.


By, MementoMori.

1 komentarz: